Żeby nie było niedomówień i żeby przypadkiem nikt mi nie współczuł, chciałam na początek ustalić, że emigracja to również i moim zdaniem szansa. Nawet jeśli jest koniecznością, to jest też wielką okazją. Helena Rubinstein była emigrantką, Papież jest emigrantem (za pracą pojechał do Watykanu!), byli nimi również Chopin i dziesiątki innych ludzi sukcesu.

Uzbrojona w takie nastawienie, pojechałam za granicę i ja. I trochę Wam dziś o wrażeniach związanych z tą decyzją opowiem.

Firma w Anglii – Moje wrażenia

Przeniesienie działalności do innego kraju Unii Europejskiej to właściwie niewielka formalność . Mamy swobodę przepływu osób, kapitału, towarów i usług, więc teoretycznie spokojnie można mieć firmę zarejestrowaną w Polsce, a biznesy robić w Anglii. I na odwrót. Z drugiej jednak strony, jest to bardzo niepraktyczne – szczególnie dla osób, które wyjeżdżają na stałe, a taki był/jest mój plan.

W związku z tym, że nie zamierzałam przez najbliższe miesiące wracać do Polski, bo wyjechałam względnie na stałe, postanowiłam polską działalność sobie odpuścić i zarejestrować działalność na miejscu, czyli w Londynie.


Tutaj kilka słów wyjasnienia: Internet jest pełen porad w stylu „przenieś swoją firmę do Anglii”, „optymalizuj ZUS w Anglii”, „płać niższe podatki w Anglii” i tak dalej. Skierowane są one do osób, które mieszkają w Polsce, ale nie chcą rejestrować tam działalności gospodarczej z powodu wysokich kosztów. Ten post nie będzie o tym!

Przeniosłam się do UK na stałe, tzn. z zamiarem przebywania tutaj przez nieokreślony czas. Nie doradzę, więc nikomu jak zoptymalizować koszty mieszkając dalej w Polsce. Tym bardziej, że jako prawnik, wiem, że to wcale nie takie łatwe (śmiem nawet rzec, że to dość ryzykowne).


Jako, że Anglicy mają zupełnie inny system prawny (nie tylko przepisy – system! SYSTEM!), na początku wybadywania terenu pod założenie tam działalności, czułam się jak dziecko we mgle. (Mimo, że mam dyplom z prawa, niestety polskiego – niezbyt się w Anglii przydaje).

Szybko jednak okazało się, że wszystkie potrzebne informacje znajdę w internecie i to na oficjalnej stronie rządowej – dokładnietutaj. Po uważnym przeczytaniu niektórych podstron po kilkanaście razy (tak bardzo bałam się, że coś źle zrozumiem i wpędzę się niechcący w kłopoty), uznałam, że forma działalności zwana „self-employed” jest prawie dokładnym odpowiednikiem polskiej „jednoosobowej działalności gospodarczej” i na początek bardzo mi pasuje.

Jak to było po kolei, czyli małe streszczenie

Zamknięcie polskiej działalności gospodarczej zbiegło się z zapakowaniem walizek i ostatecznym przetransportowaniem ich, razem ze mną, do Londynu. Przez pierwsze dwa miesiące w nowym kraju badałam co z rejestracją tutaj. Jak to zrobić, gdzie, za ile i tak dalej. Z perspektywy dnia dzisiejszego wspominam to jako najbardziej stresujący okres w mojej historii na emigracji. Serio.

Przeniosłam moje polskie lęki, że trzeba mieć porządek w papierach i wszystkie przepisy w małym palcu „bo przyjdzie zła kontrola i nałoży kary”, na tutejszy system. I całymi dniami potrafiłam szukać kruczków w tym co czytam. Zdań napisanych małym drukiem. Odpowiedników paraliżującego sformułowania „o ile przepis szczególny nie stanowi inaczej”. I do dziś żadnego nie znalazłam. A od tamtej pory minęło już 8 miesięcy.

Wrażenia

1. Wszystko jest podejrzanie proste

Tak jak napisałam powyżej. Niedość, że wszystko jest proste to jeszcze i tak doskonale wytłumaczone przez wiarygodne źródło, czyli rządowe strony informacyjne.

W tutejszym urzędzie skarbowym nigdy nie byłam i nie wiem czy ktokolwiek był – wszystko załatwiam i załatwiałam przez internet. Założenie konta internetowego w systemie tutejszej skarbówki, rejestracja działalności, później rejestracja do VAT, rozliczenia podatkowe – wszystko robiłam w domu, za pośrednictwem komputera. I wszystko było wytłumaczone „jak krowie na rowie”, więc rzadko miałam wątpliwości czy coś robię źle czy dobrze.

Jest chyba jedna rzecz, którą trzeba iść załatwić osobiście – jest to wyrobienie National Insurance Number (coś trochę jak PESEL), który jest potrzebny do założenia działalności. Ale nie bieżcie tej informacji za pewnik, ja swój wyrabiałam ponad 6 lat temu jak pierwszy raz przyleciałam do Anglii; od tamtej pory mogło się coś zmienić.

2. Wszystko jest podejrzanie tanie

Rejestracja działalności jest, tak jak u nas, darmowa. Z tego co pamiętam, w Polsce trzeba zapłacić za rejestrację do VAT (źle pamiętam, od stycznia 2015, rejestracja jest darmowa!), tutaj nie. Odpowiednik składek na ZUS, czyli National Insurance Contriubution to w moim przypadku 2.80 funta tygodniowo. Tak, dobrze czytacie – około 60 złotych miesięcznie. Jak moje roczne zyski przekroczą barierę 8.060 funtów to będzie tych składek trochę więcej. O szczegółach możecie poczytać tutaj.

3. Wszystko wygląda podejrzanie bezproblemowo

Jedyne listy od skarbówki jakie dostaję to takie z pytaniem czy nie potrzebuję pomocy w rozliczeniu VAT, bo jak tak to zapraszają na darmowe szkolenia i webinary. Miło. Mam nadzieję, że tak zostanie :)

4. Wszyscy są bardzo pomocni

Jak w punkcie wyżej. Zdarzyło mi się też dzwonić na infolinię i zawsze rozłączałam się jako zadowolona petentka. Akurat w tej kwestii w Polsce jest chyba podobnie, przynajmniej ja zawsze takie odnosiłam wrażenie. Lubię nasze Panie z Urzędów Skarbowych, są skarbnicą wiedzy! Warto z nimi rozmawiać :)

5. Cały czas boję się, że gdzieś są jakieś kruczki, o których istnieniu nie mam pojęcia

Z dnia na dzień coraz mniej, no ale siedzi we mnie jednak poczucie, że o czymś zapomniałam. I chyba dopóki nie oddam spraw papierkowych księgowej, tak zostanie.


Na marginesie: akurat w tej kwestii nie bierzcie ze mnie przykładu. Zajmuję się prawem podatkowym i bardzo je lubię, więc nikomu nie deleguję tej działki = nie mam księgowej. Ale zajmuje ona sporo czasu i zabiera trochę nerwów. Jak nie masz serca do papierów to zleć je komuś, nie zajmuj się tym na siłę – pod żadnym pozorem! Nie warto.


To co jest później mogę właściwie ując w jednym zdaniu – po prostu działam. Prowadzę sobie w Excelu podstawową tabelkę z przychodami, kosztami, podatkami i czekam, by rozliczyć to na koniec roku podatkowego 2015/2016. Do tego raz na kwartał rozliczam VAT wpisując w system kilka bardzo prostych cyferek. Nawet nie ma o czym opowiadać.

Przy zakładaniu działalności w Anglii wypływa jeszcze kilka kwestii:

Adres

Każda działalność w UK, musi posiadać adres. Oczywiście można zarejestrować ją w domu (często nawet bez dodatkowych opłat), jednak w takim przypadku przydałaby się zgoda wynajmującego mieszkanie. Ja o takową nie chciałam szczególnie zabiegać, gdyż miałam przed sobą wizję przeprowadzki, więc mogłoby być z tym więcej zachodu niż pożytku. Ostatecznie wynajęłam więc wirtualny adres w Hoxton Mix. Rozwiązanie to ma swoje plusy i minusy, póki co sobie chwalę.

Potwierdzenia

Kiedy współpracuję z polskimi podmiotami, ciągle jestem proszona różne potwierdzenia, będące odpowiednikami naszych polskich dokumentów, które dostajemy po rejestracji. I bywa, że mam z tym problem, bo… ja tu nie dostaję żadnych potwierdzeń :) Wszystko jest w systemie i widocznie to ma wystarczyć.

Nie mam też żadnego numeru – ani odpowiednika NIP, ani REGON. Powodowało to wiele problemów przy kontaktach z firmami z Polski (jakoś nie każdy mógł to zrozumieć, że tutaj jest inaczej niż u nas), więc przyspieszyłam rejestrację do VAT i teraz chociaż mam ten numer. Trochę pomaga.

Konto w banku

Z tym miałam chyba najwięcej problemów. Teoretycznie można operować kontem polskim, to więc czynię gdy rozliczam się w złotówkach. Chciałam jednak, co oczywiste, mieć również tutejsze konto w funtach. Jednak zdobycie go było trudniejsze niż mogłoby się wydawać… Na szczęście po kilku wizytach w różnych bankach, wreszcie bardzo uprzejmy Pan z NatWest się nade mną zlitował i uznał, że moje dokumenty mu pasują i chce mnie na swoja klientkę! Uff…

Od tamtej pory naprawdę nic złego się nie dzieje. Nie mam żadnych negatywnych odczuć, wręcz przeciwnie – czuję się dopieszczona, zadbana i czasem nawet zagłaskana (tych listów od skarbówki, że pomogą mi się rozliczyć dostałam już 3! Oczywiście z przyzwyczajenia, otwierałam je drżącą ręką.) przez tutejszy system. Oby to tylko nie była cisza przed burzą! :)

Nie mówię, że w Polsce czułam się źle, ale no musze to powiedzieć – jest różnica! Na korzyść wyspiarzy. Jestem jednak pewna, że i z naszego kraju można mnożyć pozytywne historie. Jak ta moja o pomocnym nastawieniu Pań z urzedów!

Jeśli takie macie, koniecznie opowiedzcie mi je w komentarzach. Dla ośmielenia tych, którzy jeszcze działalności nie zarejestrowali, w obawie przed papierologią i formalnościami!

Macie jakieś pytania co do posta? Jakiś wątek Was szczególnie ciekawi? Zadawajcie je w komentarzach, postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć :)

Masz już swój biznesplan?

Już 3 321 osób się nim zachwyciło i zapisało się na blogowy newsletter!

Dołącz do nich i ściągnij darmowy jednostronicowy biznesplan. Zacznij realizować swój pomysł od zaraz :)

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.