W dzisiejszym poście z serii Historie Waszych biznesów przeczytacie historię Agnieszki, którą poprzedniej wiosny miałam okazję poznać osobiście. Już wtedy chyba miała w planach realizację pomysłu, o którym dziś pisze! Obserwowałam jego rozwój i z wielką przyjemnością otworzyłam maila, w którym Aga przysłała swoją historię!

Chętnie publikuję dzisiejszy post, ponieważ świadome podejście do ubrań jest mi bardzo bliskie. Uwielbiam zakupy ciuchów z drugiej ręki – nic tak nie poprawia humoru jak pełnowartościowa zdobycz upolowana za ułamek ceny. Przynajmniej pół mojej szafy składa się z takich skarbów i raczej nie przewiduję, by proporcja ta miała się zmienić :)

Poznajcie drogę do biznesu Agnieszki, prowadzącej sklep z odzieżą vintage z Londynu – Lumpeks Londyn.


DSC_0906Pomysł na Lumpeks Londyn przyszedł do nas bardzo naturalnie. Na co dzień noszę używane, lumpeksowe ciuchy, tylko sporadycznie kupując coś „nowego”. Widać to zresztą na zdjęciach na moim blogu i czytelniczki to zauważają: wiele z nich pyta mnie, skąd mam tę czy inną sukienkę. Pomyślałam wtedy, że coś jest na rzeczy: czemu by nie podzielić się swoimi znaleziskami z innymi? Nie każdy ma okazję pokręcić się po niezwykle bogatych w stare ciuchy sklepikach z używanymi rzeczami, targach ulicznych, czy specjalnych wyprzedażach ciuchów vintage, porozrzucanych w najróżniejszych dzielnicach Londynu – żeby wymienić tylko Shoreditch, Dalston czy Hackney. Mam w zamiarze przeniesienie tego doświadczenia na grunt polski i każdemu dać okazję poszperania w takiej starej, londyńskiej szafie – nawet, jeśli tylko wirtualnie!

W dodatku, razem z J., moją współlokatorką,  w zasadzie co tydzień lądowałyśmy w londyńskich charity shopach – lokalnych angielskich sklepach charytatywnych/lumpeksach i wierzcie mi, można tam znaleźć naprawdę niezwykłe kreacje. Spędzałyśmy tam zdecydowanie o wiele więcej czasu, niż to przyzwoite. I o wiele więcej, niż mój chłopak Maciek może wytrzymać bez wyciągania telefonu z nudów.

Z uwagi na to, że dochód ze sprzedaży takich sklepów idzie na cele charytatywne, nie czułyśmy zbytnio z J. wyrzutów sumienia kupując taką górę ubrań. Jednak wszystkiego nie mogłyśmy przecież kupować dla siebie, a szkoda było takie perełki zostawiać na wieszaku. To jeszcze jeden powód, dla którego założyłam Lumpeks Londyn.

lumprkslondyn

Jest jeszcze jedna kwestia… z przemysłem odzieżowym mam sporo problemów, nie podoba mi się sposób produkcji ubrań, krew mi się gotuje jak myślę o sweatshopach, fabrykach, w których (często zbyt młodzi!) pracownicy harują za marny grosz.

Najlepiej byłoby chyba bojkotować sieciówki i kupować wszystko u lokalnych projektantów lub szyć samemu własne rzeczy. Zdaję sobie jednak sprawę, że to naiwne. Większości na to nie stać, to luksus – dla mnie również. Mam nadzieję, że Lumpeks okaże się takim kompromisem.

o-nas

W taki sposób zrodziła się marka, której celem jest promocja recyclingu i świadomego stylu życia – poprzez modę. Bo właśnie w to wierzę, że poprzez takie małe, codzienne wybory, jak mniejsze zużycie wody, recycling, możemy pozytywnie wpłynąć na otaczający nasz świat. A że przy okazji dobrze się bawimy, kupując takie używane ciuchy? Tym lepiej!

Wycieczki po Londynie w poszukiwaniu ciuchów zaprowadziły nas w naprawdę ciekawe miejsca. Wszystko starannie dobieramy, patrzymy na materiał, stan zużycia. Wszystko to odbija się trochę na cenie, która – nie oszukujmy się – może być o parę złotych wyższa od ciucholandów, w których można kupować ubrania na worki. Stawiamy na jakość, dlatego zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie. Chcemy wyszukiwać perełek, a nie hurtowo sprzedawać używane ubrania – tym Lumpeks Londyn ma się właśnie wyróżniać.

DSC_05ddddd62

Sprzedaż prowadzimy z naszej strony internetowej lumpekslondyn.com. Bardzo chcemy, żeby klient czuł się u nas przyjemnie, nawet jeśli to „tylko” sklep internetowy. Dużo czasu poświęcamy na robienie starannych zdjęć – co weekend nasz salon zamienia się w prawdziwy warsztat, z modelkami (głównie nasze znajome i ja sama!), znajomą fotograf na kanapie (bo stamtąd łapie najlepszy kadr i światło), A. po drugiej stronie prasującej żelazkiem parowym na bieżąco, i w końcu Maćkiem trzymającym blendę i parzącym nam od czasu do czasu kawę.

Krótko mówiąc, chcemy, żeby nasz klient czuł się jak w ‚prawdziwym sklepie’ – zgodnie z mottem, że to co używane, nie znaczy wcale, że gorsze.

Od niedawna rozstawiamy się także na targach vintage w Londynie, by tam sprzedawać nasze zbiory osobiście. Bardzo byśmy chcieli w przyszłości pojechać też na te warszawskie, bo wiem, że tam się sporo dzieje. Ale wyznajemy zasadę małych kroczków, bo tylko tak można coś osiągnąć w biznesie, bez wielkiego kapitału – za to z grupą pomocnych przyjaciół, pasją, misją i determinacją.


Chcesz pokazać się w serii Historie Waszych biznesów?

Nic prostszego! Napisz swoja historię, załącz zdjęcia, grafiki, co uważasz za stosowne i wyślij na adres catherine@theowner.co! Więcej o tym na co zwrócić uwagę przy spisywaniu historii przeczytasz tutaj (kilknij!).

Masz już swój biznesplan?

Zapisz się na newsletter i ściągnij darmowy jednostronicowy biznesplan! Zacznij realizować swój pomysł od zaraz :)

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.