Na wstępie chciałabym Wam baaardzo podziękować za wszystkie gratulacje jakie spłynęły do mnie po poprzednim poście! Dziękuję ogromnie!

Cieszę się też, że pomysł spisania przeżyć z pogranicza ciąży i pracy, bez lukru, się Wam spodobał! Naprawdę, tyle rzeczy na styku tych dwóch sfer mnie zaskoczyło, że nie wiedziałam od czego zacząć pisanie! I jestem pewna, że to jeszcze niejedną dziewczynę zaskoczy. Dlatego uważam, że istotne jest pokazywanie rzeczywistości takiej jaką jest, a nie powielanie schematów typu „zaszła w ciążę, założyła biznes, robi miliony”.

Bo dziecko i ciąża faktycznie do pracy motywują, ale sama motywacja nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze zdrowie i umiejętność radzenia sobie z wielkimi zmianami jakie zachodzą w życiu przyszłej matki. A z tym, jak zobaczycie, bywa różnie…

I nie, ta seria nie powstała by obniżyć już niski poziom dzietności w naszym kraju :) Jestem żywym przykładem tego, że da się połączyć ciążę z własną działalnością (co do posiadania dziecka, to jeszcze zobaczymy :D będzie o tym odcinek na pewno!), trzeba tylko do tematu podejść odpowiednio, bez różowych okularów i jednocześnie (co w biznesie rzadko się zdarza) nie wymagając od siebie nie wiadomo jakich cudów!

To co? Zaczynamy!


#BiznesMamy – Trudne początki

Rok temu o tej porze robiłam wielkie plany :) Ich wspólny mianownik – duużo pracy! Wiedziałam, że rok 2016 przyniesie zmiany, bo już wtedy zaklepany był ślub, przeprowadzka do Abu Dhabi, pod koniec roku miałam rozwijać nowy biznes…

Czy w znając taką przyszłość planowałam dziecko? I tak, i nie! Chociaż chyba jednak z przewagą na „tak”, bo wyszłam z założenia, że swoje lata mam (nie uwierzycie, ale w 2017 czeka mnie trzydziestka!), nie wiadomo jak sprawy mogą się potoczyć, nie ma sensu przez mgliste plany odkładać decyzji na później. Bo przecież zawsze COŚ! Los więc miał decydować, co niniejszym uczynił.

Gdy zrobiłam test…

…bardzo się ucieszyłam! Szybko zgooglowałam poglądy na picie kawy w ciąży, stwierdziłam, że to bezpieczne, zaparzyłam sobie kubek paskudnej rozpuszczalnej (bo tylko taką miałam pod ręką) i zadowolona usiadłam do normalnej pracy.

Schemat ten powtórzyłam potem jeszcze może przez 4-5 dni, bo niestety szybko okazało się, że mimo starań i wyspania w nocy, cały dzień ledwo utrzymuję oczy otwarte, a ogólnie od kawy to mam mdłości.

Potem było tylko gorzej.

Na studiach nauczyłam się na własnej skórze (boleśnie!), że mózg dobrze pracuje tylko jeśli jest odpowiednio odżywiony. Pochłonięta żądzą wiedzy zapominałam dobrze zjeść, nie żałowałam sobie słodyczy, napojów energetycznych i fast foodów… Pamiętam, że skończyło się to nieciekawie. Któregoś dnia mój mózg odmówił posłuszeństwa – stwierdził, że skoro tak źle go traktuję to on nic więcej nie zapamięta. Pogorszył mi się humor, do tego doszedł stres… Przepis na katastrofę idealną!

Obiecałam sobie, że to się nigdy nie powtórzy i od tamtej pory odżywiam się zdrowo, dbając o moje podstawowe narzędzie pracy = mózg.

Skąd mogłam wiedzieć, że taki kryzys przydarzy mi się jeszcze raz i tym razem będzie ode mnie niezależny?

Nikt mi nie powiedział, że…

…początek ciąży może być AŻ TAK zły. Nie chcę Was straszyć. Podobno mniej niż 1/3 kobiet źle reaguje w pierwszym trymestrze, niemniej jednak przy planowaniu pracy na ten czas trzeba wziąć pod uwagę najczarniejszy scenariusz. Ten którego doświadczyłam był czarny jak smoła i wyglądał mniej więcej tak:

  1. Zacznijmy od mojej najmniej uciążliwej przypadłości. Przez bite trzy miesiące miałam wstręt do kawy. Okrutny, ogromny odrzut, nawet od jej zapachu. Tak duży, że mąż nie mógł pić swojej kawy, w mojej obecności.
  2. Przez większość dnia chciało mi się spać. Podejrzewam, że to nie przez brak kawy… Tak po prostu mogą działać hormony. Nie było mowy o pracy, była mowa TYLKO o spaniu. Nie dawałam rady nawet obejrzeć obejrzeć serialu czy poczytać książki!
  3. I najgorsze – jedzenie. Ta kategoria dzieli się na dwie: „jedzenie nieprzyjmowane” oraz „jedzenie zwracane”. Nie wiem jakim cudem jedzenia z tej drugiej kategorii było więcej! W każdym razie, jak możecie się domyślić, nie dawałam rady dobrze odżywiać mojego mózgu do pracy… Jedyne co udawało mi się przemycić do brzucha to banany (zdradzę Wam info z kolejnych odcinków – dostanę potem takiego wstrętu do nich, że wrócą do łask dopiero w trzecim trymestrze), kanapki z chleba słonecznikowego z białym kozim serem (skąd ten pomysł??) oraz naleśniki (niech żyje mąż! Przed pracą smażył mi zapasy na cały dzień, bo ja sama niestety nie mogłam znieść jakiegokolwiek zapachu z kuchni!).

Dodajcie sobie do powyższego totalny brak możliwości skupienia na czymkolwiek, bóle głowy, sen przerywany co godzinę potrzebą zrobienia siku, wieczny głód (pominęłam to w historii, ale to że mało jadłam to raz, a dwa że miałam bardzo niski poziom cukru we krwi, nawet po jedzeniu, więc byłam głodna niezależnie czy była kolacja czy nie…) i macie piękny przepis na katastrofę w działalności prowadzonej osobiście.

To był dla mnie szok.

ZUPEŁNIE (!) tego nie przewidziałam! Walczyłam ze sobą, zmuszałam się do pracy, nie dawałam rady, szłam spać, budziłam się głodna, zła, niewyspana – nie było mowy o zrobieniu czegokolwiek. Morale spadały z dnia na dzień. Aż któregoś dnia, sięgnęłam dna i stwierdziłam , że nie mam innego wyjścia jak przestać się nad sobą użalać i… iść do łóżka. Spędziłam w nim ponad 2 tygodnie, podczas których moją główną rozrywką było pokonywanie trasy łazienka-kuchnia (na wdechu, silne zapachy powodowały, że musiałam cofnąć się do łazienki)-łóżko. To był czas podczas którego nie otworzyłam ani razu komputera – tak było źle!

Także przestroga Cioci Kasi – planujesz ciążę, nie planuj innych wielkich rzeczy w swoim życiu. A przynajmniej weź poprawkę, że plany te mogą zostać wyśmiane przez los i przesunięte na nieokreśloną przyszłość :)

I siedziałam tak do końca czerwca w domu – głodna, zła, śpiąca czekając na jakieś wybawienie! Ostatecznie, na koniec miesiąca, wsiadłam resztką sił do samolotu i poleciałam cierpieć dalej, do mamy, do Polski :)

Dobra wiadomość jest taka, że faktycznie około 12-14 tygodnia ciąży (początek czwartego miesiąca) ta niemoc i życiowy nokaut przechodzą jak ręką odjął. Właściwie tak już w połowie sierpnia czułam się nieźle, a pod koniec nawet lepiej niż przed ciążą!

W drugim trymestrze…

…jako tako wstałam na nogi, otrzepałam się i zaczęłam myśleć „jak teraz ten zaniedbany bajzel posprzątać?”

Nie wszystko jednak było po staremu. Dalej wiele rzeczy ze strony mojego organizmu mnie zaskakiwało! Najbardziej dokuczliwym elementem drugiego trymestru była chyba senność. Chociaż nie, gorsze było poczucie papki zamiast mózgu. Może dam im miejsce ex eaquo, bo obie równie mocno utrudniały mi pracę…

Zacznijmy od senności.

Nie była to taka zwykła ochota na pójście spać. To było coś niezwykłego! Kiedy budziłam się o 7:30, a już o 11:30 czułam, że pora na drzemkę to za dziesiątym razem zrozumiałam co chce mi przekazać moje dziecko: „Matka, nie pracuj tyle. Odpoczywaj! Idziemy spać!”. I nie było dyskusji. Dodam tylko, że mowa tu głównie o miesiącach wrzesień i październik. Normalnie, gdybym była w Polsce, śmiało zrzuciłabym to na jesienne obniżenie sił. Będąc w Abu Dhabi nie bardzo miałam tu pole do manewru, bo za oknem codziennie uparcie była ta sama pogoda. O taka:

Postanowiłam z sennością nie walczyć, tylko się grzecznie przystosować. Dużo pomogła mi w tym lekcja kursu Oli Budzyńskiej – Pani Swojego Czasu (w którym wzięłam udział z wiarą, że pomoże mi ogarnąć nową rzeczywistość jaka mnie czeka :)) o krzywej efektywności dobowej. Niby już to wiedziałam, ale zgodnie z sugestią rozrysowałam sobie jak wygląda taka krzywa dla mnie w tamtej chwili i bardzo mi to pomogło. Po prostu dotarło do mnie, że jeśli coś chcę zrobić to mam na to czas max do 13:00. Potem to ruletka, a jak wiadomo – kasyno zawsze wygrywa :)

Czas papki!

Siły fizyczne – są! Zapał i motywacja – są! Mózg obecny? Niezbyt.

Bez niego trochę ciężko było o pracę umysłową. Niestety, po pierwszym trymestrze okazało się przerastają mnie nawet dotychczas proste zadania jak np. składanie zrozumiałych zdań, liczenie, logiczne rozumowanie (dobra, rozumowanie w ogóle :)). Także siłę to może i ja miałam, ale mentalnie dalej byłam bezużyteczna.

Poświęciłam ten czas na ogarnięcie spraw technicznych i trochę na naukę, która paradoksalnie sprawiła, że poczułam się lepiej i trochę mnie rozruszała!

Sytuacja poprawiła się w trzecim trymestrze, ale też nie do końca. Dalej zdarzyło mi się zrobić coś głupiego: włączałam czajnik bez pokrywki, nie ogarniałam liczenia reszty w sklepie, wychodząc z domu wracałam się po kilka razy, bo ciągle czegoś zapominałam. Dało się z tym jednak żyć.

W efekcie, do końca 6 miesiąca zrealizowałam:
– napisanie kilku postów na zapas,
– reaktywację darmowego kursu „Jak zacząć projekt biznesowy?”,
– start Bazy Narzędzi,
– skończyłam kurs Oli Budzyńskiej „Zorganizuj się w 21 dni”,
– i w ogóle uporządkowałam moje życie zawodowe przed przyjściem na świat pierworodnej :)

Dużo? Raczej nie. Ale i tak stanowiło to świetne fundamenty pod pracę jaką wykonałam w kolejnych miesiącach ciąży! Z tej jestem zdecydowanie bardzo zadowolona! Ale o tym w kolejnym odcinku!


Podsumowując ten długi post…

Moim zdaniem ciąża to niezbyt dobry czas na jakiekolwiek decyzje. Czy to na start z własnym biznesem czy na rozwód czy na dobieranie koloru ścian w salonie.

Z drugiej strony, niekoniecznie w trakcie da się sprawnie fizycznie funkcjonować. Wtedy, w momentach nudy i leżenia w łóżku, aż się prosi, by coś przeczytać, coś wymyślić, coś zaplanować.

Jeśli jakimś cudem zachce Ci się w ciąży jedna z tych trzech rzeczy, rzuć wszystko i bierz się do roboty! Kolejna okazja może się szybko nie powtórzyć :)

Co będzie dalej? Czy jak przyjdzie na świat moja córka będzie gorzej? Czy będę się z tego śmiała, że to tylko przygrywka? A może odwrotnie – dostanę jakichś super mocy? O tym w kolejnych odcinkach z serii #BiznesMamy! :)


Plan na kolejne odcinki jest następujący:

  1. #BiznesMamy – Wstęp
  2. #BiznesMamy – Trudne początki (to dziś!)
  3. #BiznesMamy – Ciąża – Przetrwać, pracować i nie zwariować?
  4. #BiznesMamy – Pierwsze wspólne miesiące
  5. …a dalej zobaczymy :)

I na koniec!

Chcę zaprosić Was do tworzenia tej serii razem ze mną!Łączysz ciążę lub macierzyństwo z własnym biznesem? Opowiedz swoją historię – pokażmy światu jak wygląda prawdziwe życie mamy w biznesie!

  • Napisz ją na swoim blogu, Facebooku, Instagramie,
  • Oznacz hasztagiem #BiznesMamy,
  • W social mediach otaguj mój profil (np. Facebook: The Owner & Co. lub Instagram: @kasiapszonicka),
  • Jeśli masz obawy, że jej nie znajdę, wyślij mi jeszcze linka na adres kontakt@theowner.co :)

Przeczytam wszystkie historie i zadbam by najciekawsze trafiły do szerszej publiczności!

Masz już swój biznesplan?

Już 2 959 osób zapisało się na blogowy newsletter!

Dołącz do nich i ściągnij darmowy jednostronicowy biznesplan. Zacznij realizować swój pomysł od zaraz :)

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.